Wyjątkowo zimny maj

Dziś będzie o sensie, tym głębszym sensie wszystkiego. Od 6 lat mam to szczęście brać udział w przygotowaniach panien młodych w tym ważnym dniu jakim jest ślub i powiem Wam, że bywa różnie. Z moich socjologicznych obserwacji wynika, że stres udziela się wszystkim członkom zdarzenia. Działa jak psychoza tłumu, jeden zapoczątkuje, reszcie się udzieli. Wiem też, że często stres ten generowany jest przez sytuacje, które sami sobie stwarzamy. Ten czas nauczył mnie tego, że im więcej atrakcji sobie powymyślamy, tym więcej powodów do stresu sobie stworzymy, a bo winietki nie mają idealnie fioletowego koloru co zaproszenia, a bo kwiaty miały być bardziej różowe niż są, a bo fotograf nie uchwycił tuszowania rzęs, a bo tort był trzypiętrowy, a nie cztero, a bo z sukienki odpadł kryształek. I wiem wiem, że to jest jeden jedyny dzień w życiu, ten wasz wymarzony i że wszystko powinno być idealne, ale mówiąc szczerze, nie pamiętam żadnego bukietu ślubnego mojej koleżanki, pamiętam jedno wyjątkowe zaproszenie na ślub, było naprawdę ładne, ale ślubu ostatecznie nie było. Bladego pojęcia nie mam ile kryształków kto miał na sukience ślubnej i o ile Wy drogie panny młode wiecie, że go brakuje, uwierzcie na słowo, że nikt inny tego nie zauważy. Do tego wpisu zainspirowały mnie 3 sytuacje z życia panien młodych. Pierwsza była dramatyczna. Tydzień przed ślubem pannie młodej nr 1 kot przebiegł po twarzy, a chyba nawet dwa koty, oko sine, skóra zdarta, ale w dniu ślubu panna młoda z uśmiechem na twarzy i sporą warstwą makijażu wiedziała co jest najważniejsze i nie było to zasinione oko, tylko ich dzień, najpiękniejszy jaki mieli. Panna młoda nr 2 dostała 2h przed ślubem telefon od księdza, że ślubu nie będzie. Dlaczego? Bo ksiądz przy sporządzaniu protokołu jakimś cudem nie dopilnował, że młodzi nie donieśli zaświadczeń z urzędu, że nie są w innych związkach małżeńskich, a że sobota, że urząd nieczynny…. Ślub się odbył tylko kościelny, za jakiś czas musieli się hajtać „jeszcze raz”, wspominając już sytuację z najważniejszego dnia życia z dystansem i humorem. Panna młoda nr 3, dzień przed ślubem oberwała kawałkiem szkła, które rozcięło jej nogę, tak, że nie mogła zatańczyć wymarzonego układu, który ćwiczyli długi czas, nie mogła szaleć tak jak sobie zaplanowała, nie mogła założyć ślicznych szpilek, a mimo to po wszystkim powiedziała, że było cudownie. Historii jest więcej, ale te idealnie pokazują gdzie jest sens tego jedynego dnia i co jest ważne. Dzięki Wam drogie dziewczyny zrozumiała, że liczą się ludzie, a nie gadżety, sukienki, makijaże i inne bajery. Każda sobota mnie czegoś uczy, za co jestem wdzięczna.

Zdjęcie: Livio, Klaudia Tkocz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *