Podkład idealny

Często pytacie mnie na warsztatach lub podczas makijaży o podkład idealny, niestety nie ma na to pytanie dobrej odpowiedzi, ponieważ każdy z nas ma inny rodzaj cery. U jednych sprawdzi się ciężki Double Wear, u innych lekki Bourjois Healthy Mix.
Ja, wykonując makijaże na klientkach, bardzo często mieszam różne podkłady w zależności od partii twarzy, z tego co wiem, wiele makijażystek tak robi, zatem nie możemy Wam dać jednoznacznej odpowiedzi jaki podkład jest idealny dla Waszej cery. Testowałam wiele różnych produktów od bardzo lekkich, prawie lejących się podkładów, po ciężkie, zastygające prawie kamuflaże. Każdy z nich ma spełniać jakąś swoją rolę. My baby jesteśmy bardzo wymagające, jeśli chodzi o kosmetyki… w sumie nie tylko o kosmetyki 🙂 Pamiętam, że dawno dawno temu, jak jeszcze nie malowałam obcych ludzi, miałam swój ulubiony podkład z Rimmela z różową nakrętką, nazywał się Recover. Niestety jak to zwykle bywa w idealnym świecie, podkład został wycofany, zanim się zorientowałam, żeby zrobić zapasy. Był on na tamten czas niezwykły, ponieważ fajnie matowił skórę, ale zawierał również rozświetlające drobinki, które sprawiały, że buzia wyglądała świeżo i zdrowo. Jego następcą jest pewnie większości z Was znany podkład tej samej marki o nazwie Wake Me Up. Podkład ten także zawiera delikatne drobinki… no i to by było na tyle z podobieństw. Niestety nie jest on ani za bardzo kryjący, ani matujący. Z tego co się orientuję, niestety nie ma też zbyt wielkiej gamy kolorystycznej dla dziołszek o bardzo jasnej cerze.
Myślę, że idealnie nada on się do mieszania z czymś bardzo kryjącym, żeby załagodzić efekt matu, a dodać efekt świeżości, no ale nie o tym chciałam. Do rzeczy! Długo szukałam produktu, który ładnie przykryje niedoskonałości, nie zrobi maski, nie nabłyszczy dodatkowo przetłuszczającej się strefy T, a dodatkowo będzie miał ładne satynowe wykończenie. Myślę, że znalazłam swój numer jeden i już się boję kiedy znowu zostanie wycofany.
O czym mowa? Pewnego pięknego dnia dostałam w Sephorze próbkę podkładu marki Too Faced Peach Perfect Foudation. Jest to podkład po pierwsze przepięknie pachnący, nakładam go zwilżoną gąbeczką, nie pochłania ona wtedy tyle produktu, a my możemy pięknie kontrolować rozkładanie podkładu
na twarzy. Nie jest to podkład, który w sekundę zastyga tak jak Double Wear, ale nie jest to także podkład o podobnym kryciu. Przy nakładaniu podkładu, nie czuć efektu ściągnięcia twarzy. Brzoskwinka kryje zdecydowanie lżej, dlatego jeśli mamy jakieś niedoskonałości, idealnie jest nałożyć pod podkład punktowo korektor. Po nałożeniu podkładu, wydaje nam się, że skóra się bardzo błyszczy, jest klejąca i świecąca, dlatego koniecznym jest wykończenie makijażu pudrem sypkim, najlepiej bardzo drobno zmielonym. Uważam, że produkt ten wygląda bardzo naturalnie na buzi, świetnie sprawdza się przy zdjęciach, ma wiele dostępnych tonacji w tym bardzo dużo żółtych odcieni. Po jakimś czasie od nałożenia produktu, podkład zaczyna „pracować” ze skórą, co sprawia, że skóra wygląda chyba jeszcze lepiej niż na początku. Największą bolączką jest cena (aż 165 zł), dlatego najlepiej kupować go podczas promocji w Sephorze. Na plus jest pojemność, ponieważ jest go aż prawie 50 ml. Ma bardzo fajne opakowanie, ma bardzo wygodną pompkę, co pozwala wykorzystać produkt do ostatniej kropelki. Koniecznie dajcie znać czy miałyście do czynienia z tym produktem i jakie są Wasze numery jeden, a jeśli tylko będziecie miały okazję przetestować Peach Perfect, to zachęcam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *